pamietnik-anorektyczki blog

Pamiętnik anorektyczki. Walka o życie, miłość i siebie..

Minęło wiele czasu.. w zasadzie powinnam już zakończyć swój pobyt tutaj. Jednak wiem, że jestem Wam jeszcze coś „winna”. To przemyślenia i może relacja z tych ostatnich ponad pięciu lat !
Dokonując ostatniego wpisu czułam się jak zwycięzca , myślałam ,że wygrałam w tej wojnie. I w zasadzie patrząc z perspektywy tych pięciu lat wygrałam tą wojnę , ale wróg.. no właśnie mój WRÓG (słabości, zwątpienie, załamanie- jednym słowem mówiąc moje zaburzenia..) ciągle był obok mnie. Dwa kroki za mną , ale zawsze obok…
Dostałam ogromne wsparcie od rodziców, przyjaciół oraz psychiatrów, psychologów i psychoterapeutów… Gdyby nie oni , a przede wszystkim gdyby nie Rodzice, pewnie już dawno by mnie tu nie było. Czytalibyście te stare wpisy, notatki, które byłyby wspomnieniem i uchwyconym słowem dziewczyny , której już nie ma… Po której oprócz kilku rodzinnych albumów zdjęć i tych, zapisanych słów nie zostałoby nic… Nic..
Jedynie pamięć , która z roku na rok by słabła…

 

Patrząc z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć , że jesteśmy ZWYCIĘZCAMI ! Ja, Rodzice, Przyjaciele oraz wszyscy Inni ludzie, którzy wygrali z „NIĄ”… Nie chcę wypowiadać jej imienia. Pamiętam jak kiedyś byłyśmy tylko dwie. Tylko ONA i ja. I nikt więcej. Byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Teraz już wiem , że ta przyjaźń była „chora”, śmiertelna i uzależniająca… To ona mówiła mi „spójrz jak wyglądasz”, „ jeszcze tylko kilka kilogramów”… Pamiętam tą satysfakcję.. Każdy kilogram mniej. Swoista adrenalina ! Uzależnienie.. to uczucie ! Rytuał i ciągłe dążenie do „perfekcji” . A później szpitalne sale, lekarze, pustka… Niechęć… Ktoś chciał nas rozdzielić ! Małymi krokami ktoś chciał „ją” mi zabrać. Zabrać „ją”, jej motywacje i dobre rady… Pamiętam te wszech otaczającą troskliwość, która doprowadzała mnie do furii.. O ile można powiedzieć , że byłam w stanie na jakiekolwiek żywe reakcje…
A później badania… wyniki… diagnozy… Ciągłe infekcje , problemy z sercem… Mój organizm był skrajnie wycieńczony. Dopiero po pięciu latach jestem w stanie dostrzec kim tak naprawdę byłam, a w jaki sposób wtedy sama siebie spostrzegałam. Byłam… wrakiem… ! Myślę , że były to ostatnie chwile na zrozumienie jak bardzo jest źle, i że muszę coś zrobić… że muszę pozwolić i wyrazić „wolę” na pomoc… Pamiętam to jak dziś. Koszmar ! Zrobienie czegoś wbrew sobie, oddanie siebie w ręce innych.. tych którzy chcieli „pomóc”.

 

Łzy Matki… Bolały najbardziej. To one dały mi sił by walczyć… Kazały mi coś zrobić ! I później walka !walka ! słabość … Rozmowy , płacz, histeria, rozgoryczenie. I jeden cel.. Nie poddać się ! Po jakimś czasie pokazano mi zdjęcia siebie i innych anorektyczek.. To był impuls… Nie chciałam tak skończyć ! Mimo, że sama tak wyglądałam. Walczyłam dalej. Nie przerwałam walki do dziś. Nie chcę już tej toksycznej przyjaźni pomiędzy NIĄ, a mną . To toksyczny związek. Nie przynoszący żadnych korzyści i przyjemności. Tak.. Korzyści i przyjemności. Niegdyś widziałam ich mnóstwo, dziś nie widzę żadnych. Dlatego każdy mój dzień jest walką, by nie wrócić.

 

Nie walczę sama ! Cały czas walczą ze mną moi rodzice i mój chłopak oraz najwierniejsi przyjaciele , którzy wytrwali , chociaż nie było łatwo. Jak można być bowiem z kimś kto jest w 100% skoncentrowany tylko na sobie, na swoim wyglądzie? Czy łatwo jest wytrzymać z kimś kto ma swój sekretny trudny świat? Na szczęście oni wytrzymali i są dla mnie ogromną podporą.
Oprócz nich dwa razy w miesiącu mam wizyty z psychoterapeutą, regularnie z psychiatrą i całą resztą lekarzy. Myślę, że teraz dzięki temu jest mi łatwiej.

 

Ostatnio obejrzałam zdjęcia sprzed siedmiu lat. Płakałam… Przeraziło mnie to jak wyglądałam… Przerażające było to, że wówczas nie widziałam tego jak naprawdę wyglądam… Wklęsłe policzki, zapadnięte oczodoły, twarz bez wyrazu… bez jakiejkolwiek energii… długie obciągnięte skórą ręce… Dalej nie chcę wymieniać… Nie jestem w stanie. Do tej pory zmagam się ze skutkami tej chorej przyjaźni. Oprócz traumatycznych wspomnień , braku pięknych chwil z życia nastolatki (szpitale, walka, łzy) zostało coś jeszcze.. słabiutkie i kruche kości.. Osteoporoza. Za błędy trzeba płacić. JA będę płacić do końca życia.
Ale dzisiaj (na co dzień) nie wracam do tego , albo nie chcę wracać.

 

Kim DZIŚ jestem?

Jestem dziewczyną , a raczej już kobietą , która stoczyła ogromny bój o życie i szczęście , która pokonała wroga i słabości. To nie jest tak, że moje życie jest takie jak innych … bo na zawsze pozostanie piętno tego, co się wydarzyło. Dziś staram się żyć w miarę możliwości „normalnie”. Odżywiam się zdrowo. Waga jest już w normie (czasami w kierunku lekkiej niedowagi) . Wraz ze swoim chłopakiem (zabrzmi to jak ironia, wiem !) odnaleźliśmy przyjemność w gotowaniu, a może inaczej… to on nauczył mnie szacunku do tego. Pokazał, że nie jest to „złem”. (Oczywiście gotujemy tylko na parze!). Poza tym regularnie chodzę na basen oraz ćwiczę w domu. W weekendy ostatnio jestem wyciągana przez znajomych na rower ! W końcu mam siłę i energię ! Nie głodzę się. Nie jest tak, że jem wszystko, bo nie będzie tak nigdy ! Staram się utrzymać swoje ciało w formie dzięki czemuś innemu niż głodzenie się. A ciało? A ciało odpłaca mi się tym ! Patrząc na stare zdjęcia mam wrażenie , że to nie byłam ja, że to ktoś obcy.. chociaż było to tak nie dawno. Może dlatego , że wypieram to ze swojej świadomości…
Dziś chcę być kimś innym. Buduję swoje życie no nowo. Bez kaprysów i „zachcianek”.. Nie chcę już patrzeć na niczyje łzy . Nie chcę stawać na polu bitwy kolejny raz.

 

CHCĘ WYGRAĆ SWOJE ŻYCIE !

 

WYGRAM !!!

 

Dziękuje..

227 komentarzy

Bardzo trudno jest mi pisac o tym, wszystkim co przeżyłam i przeżywam. Jedno jest pewne. Pobyt w ośrodku i praca z psychologami i całym sztabem innych lekarzy bardzo mi pomógł.

Po kilku latach walki z samą sobą wygrałam. Wygrałam wojnę z anoreksją !

Owszem jestem jak to mówią inni „nadal” przeraźliwie chuda, ale nie mam anoreksji. Dostałam drugą szanse. Teraz zaczynam budowac to, co zostało zburzone. Odnawiam stare kontakty, wychodzę z domu, spotykam się ze znajomymi. a kiedys? Kiedys liczyłam się tylko ja! Jednak zrozumiałam, że idę złą drogą, nie tą drogą, którą szli moi znajomi, ja siedziałam w domu licząc kalorie, inni bawili się przeżywali pierwsze, drugie, trzecie.. miłości. Zmarnowałam „najpiękniejsze lata swojego życia”. Zmarnowałam kilka najpiękniejszych lat życia swoich najbliższych.. Tego nie wybaczę sobie nigdy!
Jednak oni mi wybaczyli.
Teraz próbujemy życ tak jak kiedyś.
Cieszymy się każdą chwilą spędzoną razem, a ja dziękuje Bogu, że pozwolił mi życ, że dał mi tą ostatnią szanse..
Pozwolił zrozumiec mój błąd.. Pozwolił mi dorosnąc..

Jest mi bardzo ciężko.
Wszędzie obcy ludzie, którzy chcą mi „pomóc”. Czasami mam tego dosyc. Czasami chce to wszystko rzucic, ale nie mogę. Obiecałam to sobie, obiecałam sobie, że nie zawiodę moich bliskich.
Mają tylko mnie…

83 komentarzy
Wróciłam na krótko. Jestem na przepustce. Jestem w trakcie leczenia. Hmm… Jest ciężko, nawet bardzo. Poznałam wiele osób z podobnymi „problemami” jakie ja mam, miałam. Codziennie mamy ważenie. Zaczynam już powoli jeśc coraz więcej, ale mam tak potworne wyrzuty sumienia! Z jednej strony zjadłabym coś z ogromną przyjemnościa, ale jak mam już to w ręku to nie mogę. Mam jakąś nieokreśloną blokade.Nie wiem jak to opisac. Raz udało mi się zjeśc dwa pączki polane lukrem i szarlotke.. Czułam się okropnie!! Jak beczka, balon, który za chwile pęknie! Są momenty kiedy się „poddaje” i wymiotuje.. Nie jest to przyjemne, ale pomaga. Czuję wtedy pewnego rodzaju ulge.. Satysfakcja? radośc? Dziwny stan..
Mój pobyt w ośrodku dobiega końca pod koniec grudnia. Wtedy ponownie tutaj powróce.

Dlaczego?

94 komentarzy

Czasami myślę, że lepiej by było gdybym umarła.. Mam momentami dość tych wszystkich terapi i słuchania wkółko tego samego;”dziewczyno jesteś chora powinnaś się leczyć”, ale czy Wy nie widzicie, że ja się leczę? Przynajmniej próbuje. Jednak gdy patrzę w lustro wydaje mi się, że nadal jestem gruba. Pomimo tego, że prawda jest inna! Dopiero teraz zaczęło docierać do mnie to jaką krzywdę wyrządziłam sobie!! Ciągle jestem pod stałą opieką lekarzy i psychologa. Już nic nie jest tak jak dawniej.. Już nie jestem taka jak byłam kiedyś.. Wszystko zmarnowałam!!! Zaprzepaściłam szansę na normalne życie!! Bo chyba nikt nie będzie chciał bezpłodnej kobiety… Nie wiem po co jeszcze żyje! Mogli mnie nie podłączać do tej pieprzonej kroplówki. Nie wiem już sama czy to wszystko ma jakiś sens? Moi znajomi również w większości odeszli, ponieważ ludzie puścili plotkę, iż jestem psychicznie chora.. Ja już nie chcę żyć!!!!

Wróciłam ze szpitala. Leżałam tam ok. tygodnia napoczątku pod kroplówką później ze względu na badania.
przytyłam 3kg. Nie wiem, czy mam się rozpłakać czy się śmiać.
Podczas pobytu w szpitalu widziłam przez przypadek jak mama płakała rozmawiając z Panią Doktor. Uciekłam jak najdalej aby nie widzieć jej łez. Bolały mnie one.
Może wstrzymam tymczasowo diete? Może jeszcze mam czas? Może jeszcze mogę? Nie wiem czy tego chcę!!!!!

JESTEM GRUBA !!!!!!!!!!

Dlaczego wszyscy mnie zmuszają do jedzenia? Czy nie widzą jaka jestem gruba?

Dawno nie pisałam. Jednak postanowiłam, że opiszę wam troche tego, co się ostatnio wydarzyło…A więc przez ostatnie dwa tygodnie żyłam praktycznie na wodzie mineralnej raz dziennie spożywałam śniadanie lub objad ale w barzdo ograniczonych ilościach !!! I schudałam kolejne 5 kg. Bardzo się ciesze z tego powodu. Zauważyłam, że jestem coraz bardziej osłabiona. Ostatnio grając w siatakowke na lekcji w-f zemdlałam. W-fistka zaprowadziła mnie do szkolnej pielegniarki, która wezwała moich starych i kazała im zrobić mi badania. Śmieszna ona jest bardzo..

W tłusty czwartek były kumpeli urodziny. Czestowała wszystkich pączkami. Niechciałam jej zrobić przykrości więc „skusiałam się” na jednego… Po zjedzeniu go nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Czułam się dziwnie !!! Byłam wściekła.. Jak mogłam?? Chciałam się zabić, ale żal mi się zrobiło moich bliskich więc nie dopuściłam się do takiego czynu!!! Złapałam doła… chodziłam i na wszytskich krzyczałam… Po pewnym czasie wszytsko wróciło do normy!!! Kupiłam sobie tabletki przeczyszczające, które stosuje bo każdym posiłku… To jest okropne ale robię to dla własnej satysfakcji. A z każdym dniem jest ona coraz większa=)

O swoich planach odnośnie odchudzania powiedziałam swojej przyjaciółce. Myślałam, że powie, iż jestem głupia, ale ku mojemu zdziwieniu powiedziała: „dobry pomysł!!!! Też nad tym myślałam” I….. odchudzanie rozpoczęłyśmy razem. Mamy cel. Przynajmniej ja. Większość osób, z którymi rozmawiałam powiedziało, że Łukasz jest ślepy i nie wie, co traci, ale ja i tak wiem swoje. Uważam, iż jeśli schudnę to bardziej mu się spodobam.
Śniadania jadam normalnie. Obiadów nie zjadam tylko je chowam do różnych pojemników, zupy zaś wlewam do szklanek i później również to chowam. Kolacji nie zjadam. Słodycze ograniczam sobie tzn, praktycznie ich nie jem- jeśli można tak powiedzieć!!! Mam nadzieję, że wytrwam długo w swojej diecie. Czego się nie robi dla miłości i dla dobrego własnego samopoczucia.

Kiedyś tak uważałam. Przecież to problem dziewczyn, które mają nie tak w głowach- tłumaczyłam sobie. Ze mną jest wszytsko w porządku i nigdy nie będę miałą anoreksji ani bulimi- krzyczałam. Zawsze byłam szczupła. Śmiałam się gdy moje przyjaciółki mówiły mi, iż są grube i muszą koniecznie schudnąć. Wyglądały normalnie ehh. Ja byłam normalną nastolatką. Wiele osób mówiło mi, że jestem śliczna- dobrze i niech im będzie. Miałam również duże powodzenie u chłopców. Czas sprawił, że zakochałam się w Łukaszu, a on we mnie. Byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi, niestety coś powoli zaczęło nas od siebie oddalać. Łukasz zerwał ze mną. Byłam załamana. Nie przespałam trzech nocy. W końcu doszłam do wniosku, że musi być we mnie coś nie tak skoro to on ze mną zerwał!!! Długo myślałam czemu on to zrobił !?!?! Wmawiałam sobie wiele. W końcu doszłam do wniosku, że mu z brzydłam, że zrobiłam się mało atrakcyjna i muszę coś z tym zrobić. Postanowaiłam: „SCHUDNĘ” !!!!!!

  • RSS

Polecamy

Nie masz jeszcze bloga? Załóż bloga

Polecamy